piątek, 28 kwietnia 2017

Nowości w mojej kosmetyczce.

Heej! :) Jak zapewne wiecie, ostatnio trwała ogromna promocja w Rossmannie oraz Hebe. Nie mogłam obok nich przejść obojętnie - no cóż, jestem tylko kobietą.. :> Uzupełniłam swoje zapasy, upolowałam swoje pewniaki i sięgnęłam po kilka nowości. Zapraszam do recenzji, być może ktoś skorzysta :) Chciałam nagrać recenzję na Youtube, ale jeszcze nie teraz, jeszcze jednak nie jestem gotowa..





RIMMEL WAKE ME UP





Bardzo, ale to bardzo lubię produkty marki Rimmel, jest to moja ulubiona marka drogeryjna, zwłaszcza jeśli chodzi o podkłady. Moje ulubione to Rimmel Lasting Finish, Rimmel Match Perfection i właśnie Rimmel Wake Me Up. Trzy zupełnie różne produkty, ale każdy z nich ma w sobie to coś, co sprawia, że zawsze do nich wracam :) 

Rimmel Wake Me Up jest podkładem, który posiada bardzo dobre opinie w Internecie, zarówno na Wizażu, blogach jak i na Youtube. Długo się koło niego "kręciłam" i zastanawiałam nad jego zakupem, troszkę zniechęcały mnie opinie odnośnie ciemnych kolorów i złotych drobinek zawartych w podkładzie. Podchodziłam do niego bardzo, ale to bardzo ostrożnie. Pewnego dnia, trafiłam na mega mega promocję, kosztował jedyne 20.99 (regularna cena w drogeriach to około 46zł), więc pomyślałam sobie "TERAZ ALBO NIGDY". Od pierwszego użycia stał się jednym z moich ulubieńców!


Wake Me Up Make Up Foundation to pierwszy podkład Rimmel, który pobudza cerę i sprawia, że promienieje blaskiem. Nadaje nieskazitelny wygląd. Wake Me Up Make Up Foundation Rimmel działa natychmiast przeciw oznakom zmęczenia. Zawiera peptydy i nawilżający Kompleks Witaminowy.

Ile w tym prawdy?

Podpisuję się pod tym całkowicie!! :) :) Po jego nałożeniu skóra twarzy staje się pięknie rozświetlona, odświeżona i wypoczęta. Bardzo dobrze się rozprowadza, nie tworzy smug. Ma konsystencję "masełka", bardzo fajnie nawilża skórę i świetnie się z nią stapia. Podczas aplikacji mam wrażenie, że nakładam krem nawilżający, nie podkreśla suchych skórek.

Odcień po jaki zawsze sięgam to 100 IVORY, idealnie sprawdza się wiosną i latem, kiedy to buźka muśnięta jest lekko słońcem. Dla totalnych bladziochów będzie odrobinę za ciemny. Początkowo, gdy wydobywamy podkład z buteleczki może wydawać się lekko pomarańczowy, po nałożeniu na twarz stapia się całkowicie. Nie odcina się, nie tworzy efektu maski. Nie zrobimy sobie nim krzywdy. Z jego aplikacją powinna sobie poradzić nawet początkująca kobietka.

Posiada rozświetlające drobinki, ale nie są one zbyt nachalne. Wyglądają dosyć naturalnie, nie tworzą nam festynu na twarzy;)). Po przypudrowaniu trzyma się na około 8 godzin, także jestem zadowolona. Schodzi równomiernie, bardzo dobrze zmywa się płynem do demakijażu. Nie wysusza skóry, nie zapycha.

Buteleczka jest bardzo solidna, odporna na upadki. Szkło nie pęka, napis się nie ściera, a pompka się nie zacina. Do aplikacji całej twarzy wystarczą maksymalnie dwa ziarenka podkładu. Wake Me Up starcza mi na około pół roku, przy praktycznie codziennym użyciu.



RIMMEL MATCH PERFECTION

Jest to podkład, który posiadam od niedawna. Zużyłam do tej pory trzy buteleczki, ale bardzo go polubiłam i będę do niego wracać częściej. Ba! Będzie stale gościł w mojej kosmetyczce. Używam go praktycznie codziennie, na zmianę z Wake Me Up. Idealnie nadaje się na co dzień, do pracy czy na studia. Na takie kilkugodzinne wyjścia sprawdza się super.

Estetyczna, szklana buteleczka z pompką, która działa bez zarzutów. Nie zacina się i wydobywa odpowiednią ilość produktu. Buteleczka upadła kilka razy na podłogę i nadal jest cała. Podkład jest bardzo lekki, nie czuć go na twarzy. Nadaje bardzo naturalny look. Jego krycie nie jest mocne, wręcz średnie. Pięknie wyrównuje koloryt skóry, co mi w zupełności wystarcza, ale większe niedoskonałości będą wymagały jeszcze użycia korektora. 

Kolor idealnie stapia się z cerą. Nie tworzy efektu maski. Nie odcina się. Bardzo przyjemna konsystencja, trochę kremowa, bardzo wygodnie rozprowadza się po twarzy. Podkład nie ciemnieje, schodzi z twarzy równomiernie. Wytrzymuje około 5 godzin, potem wymaga delikatnych poprawek lub przypudrowania. Posiada szeroką gamę kolorów, więc każda znajdzie coś dla siebie. Jest bardzo dobrze dostępny, a w Internecie kosztuje około 20zł. 







PUDER ISANA YOUNG



Puder optymalnie maskuje zaczerwienia i wypryski. Nie zatyka porów i nie powoduje wyprysków. Matuje cerę. Przeznaczony dla cery mieszanej i zanieczyszczonej.

Zdecydowanie mój ulubiony puder z tak niskiej półki cenowej. Bardzo ładnie wtapia się w twarz, bardzo dobrze współpracuje z podkładem, dając naturalny, matowy efekt. Nie tworzy efektu "pudernicy" . Nie zauważyłam, aby mnie zapychał, czy też uczulał. Jest bardzo wydajny, starcza mi zawsze na kilka miesięcy. Kosztuje około 9 zł, a w obecnej promocji w Rossmannie połowę ceny. Po około 4 godzinach wymaga lekkiego przypudrowania. Jak za tak niską cenę jestem bardzo zadowolona.



ROZŚWIETLACZ LOVELY - odcień ciepły

Nigdy wcześniej nie używałam rozświetlacza, mój makijaż ograniczał się głównie do podkładu, tuszu i pudru. O produkcie od LOVELY dowiedziałam się z Internetu i Youtube, jest dosłownie rozsławiany w blogosferze. Wszędzie same zachwyty!! :) A ze sklepowych półek znika w mgnieniu oka, także w okresie promocji w Rossmannie toczy się o niego prawdziwa walka. Daje przepiękny efekt! Fantastycznie rozświetla i ożywia buźkę, a przy tym wygląda bardzo naturalnie. Jedyny minus, to to, że jest mało wytrzymały. Po około tygodniu pokruszył się w torebce.



TUSZ DO RZĘS EXTREME LASHES

Od kilku lat byłam wierną fanką tuszy MAYBELLINE, pewnego dnia udało mi się trafić na doskonały, tańszy zamiennik. Na myśli mam tusz WIBO EXTREME LASHES (zdjęcie powyżej). Kosztuje około 9 zł, w promocji nawet około 5!! :) Dostępny jest w każdym Rossmannie. Pięknie pogrubia rzęsy, nadając im wyrazisty, czarny kolor. Nie podrażnia, nie skleja rzęs, nie tylko pogrubia, ale także wydłuża. Jest wydajny, nie wysycha i posiada bardzo fajną szczoteczkę, która skutecznie rozczesuje i rozdziela rzęsy. Jak na tusz za piątaka? Daje radę :)



TUSZ LOVELY PUMP UP


Ten tusz kupiłam dopiero pierwszy raz. Kosztuje około 12 zł, w promocji 6. Dostępny w każdym Rossmannie, wychwalany w blogosferze. Aż się sama dziwię, że dopiero wpadł w moje ręce. Chyba dlatego, że powyższy fioletowy WIBO spełniał całkowicie moje oczekiwania i nie miałam potrzeby szukania innego. Jest to kolejny pewniak, z tak niskiej półki cenowej! :)

Ma zupełnie inną szczoteczkę niż WIBO, nie jest tak włochata, jest bardziej sylikonowa i wygięta. Bardzo dobrze się nią pracuje. Faktycznie wydłuża rzęsy i fantastycznie je rozdziela. Dodaje naszym rzęsom objętości, sprawia, że stają się wyraziste. Nie osypuje się, nie tworzy grudek, nie odbija się na powiece. Kolejny przykład na to, że tanie nie oznacza gorsze.



POMADKA W KREDCE GOLDEN ROSE MATTE LIPSTICK CRYON NR 22 oraz NR 16





Przez całe 22 lata nie używałam pomadek, nigdy nie malowałam ust, serio! Zawsze źle się czułam, wydawało mi się, że bardzo mocno zwracam na siebie uwagę i wszyscy skupiają się na moich ustach. To jedna z moich pierwszych pomadek, chyba pomału dojrzałam do kolorowych ust ;) Zamówiłam już kilka nowych kolorów, między innymi intensywny róż i uwaga - POMARAŃCZ! Tosz to prawdziwa rewolucja w moim życiu, haha. Wracając do wyżej wymienionej Golden Rose nr 22 - jestem bardzo zadowolona. Pierwsza pomadka wybrana praktycznie w ciemno, a strzał w dziesiątkę. Kolor bardzo, bardzo mi się podoba, nie jest zbyt nachalny, nadaje się także do dziennego makijażu. 

Matowa pomadka do ust Crayon Matte tworzy na ustach aksamitne wykończenie. Wysoka zawartość pigmentów oraz długotrwała formuła sprawia, że pomadka długo utrzymuje się na ustach. Idealnie się rozprowadza.

Jak najbardziej się zgadzam :) Pomadka daje bardzo ładne, matowe wykończenie, kolor jest intensywny i długo utrzymuje się na ustach, nie schodzi podczas jedzenia, picia czy też podczas słodkich buziaków. Rozprowadza się w bardzo przyjemny sposób, dzięki czemu ja, totalny amator poradziłam sobie z aplikacją. Dodatkowo kosztuje jedyne 10-11zł, jak za tak niską cenę FANTASTYCZNA JAKOŚĆ. Polecam całym sercem i już zamówiłam kolejne odcienie!! :) :)




NIVEA LIP BUTTER MALINA




Masełko malinowe firmy Nivea to istne szaleństwo! Pachnie jak prawdziwy malinowy budyń, albo malinowa mamba - czujecie to? Mniaaammm ;)) Na samą myśl cieknie mi ślinka. I uwaga, ostrzegam - uzależnia. Jeśli ktoś tak jak ja kocha maliny to będzie bardzo, ale to bardzo zadowolony. To moje pierwsze tego typu masło do ust, ale nie ostatnie, jest jak najbardziej warte swojej ceny regularnej (około 11zł). Póki co jest w promocji w Rossmannie -49%, także pędzę testować inne wersje. Na kolejny ogień pójdzie karmel :)

Masełko - jak poprzednie wersje dostępne w sprzedaży - znajduje się w niewielkim metalowym pudełeczku z wieczkiem. Pudełeczko jest poręczne, szczelnie zamknięte i solidnie wykonane. Mamy pewność, że nikt przed nami go nie otwierał. 

Zapewnia codzienną pielęgnację i ochronę przed pękaniem wrażliwej skóry ust. Jego natłuszczająca konsystencja zapewnia ochronę przed słońcem, mrozem i wiatrem.

Całkowicie się z tym zgadzam. Masło ma bardzo fajną, gęstą konsystencję. Pozostawia nasze usta nawilżone, lekko natłuszczone i wygładzone. Tworzy na ustach delikatną, nienachalną, lekko błyszczącą warstwę. Efekt jest bardzo naturalny i utrzymuje się około 3-4 godzin. 

Nivea Lip Butter to nie tylko produkt, który zachęcająco wygląda, ale faktycznie spełnia swoją funkcję. Żałuję, że tak późno po niego sięgnęłam, do tej pory miałabym już pewnie niezłą kolekcję :)


A Wy, co upolowaliście na promocji?


4 komentarze:

  1. piękne kolory kredek z GR, bardzo lubię TUSZ LOVELY PUMP UP, ubolewam jednak nad tym, że nie jest wodoodporny

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobnie jak Ty bardzo lubię podkłady z Rimmella ;) W sumie miałam też z innych firm, ale nie sprawdziły się u mnie za dobrze albo były zbyt płynne. Teraz na promocji kupiłam Match Perfection, ostatnim razem Wake me up (ale jest za ciemny i będę używać go latem), a obecnie kończę Lasting Finish :D
    W tym roku kupiłam mascarę, balsem do ust eos i odżywkę do rzęs. Polowałam na puder, ale mi wykupili.

    Ciekawi mnie ta żółta mascara, gdyż na Instagramie przewijała mi się na większości kont, które chwaliły się łupami z Rossmanna. Twoja recenzja zachęciłaby mnie do zakupu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Często wracam do masełek z Nivei były moich hitem prawie 2 lata. Milo widzieć blog torunianki, ja tez urodzona Torunianka ;)

    OdpowiedzUsuń