niedziela, 6 sierpnia 2017

Apel do kobiet... i nie tylko. Guz piersi.

Minął niecały tydzień od naszego powrotu, a już tyle się wydarzyło! Szpital, trzydziesta rocznica ślubu i impreza rodzinna, kolejne planowanie podróży i cała masa pracy. Jednym słowem wraca codzienność, a nasz wakacyjny wyjazd pomału staje się historią. Korzystając z okazji chciałabym zatrzymać się na dłużej przy punkcie SZPITAL. O co chodzi i dlaczego o tym piszę? Otóż kilka dni temu miałam zabieg polegający na wycięciu guzka z piersi, a skoro już ktoś nas tutaj czyta i śledzi na social mediach, to mam nadzieję, że przy okazji ktoś skorzysta. Uważam, że o takich sprawach WARTO MÓWIĆ, zwłaszcza, że w Internecie spotkać można coraz więcej młodych kobiet, które niekoniecznie zdają sobie sprawę z powagi sytuacji.




Jakieś dwa lata temu wyczułam ręcznie małe zgrubienie w piersi. Byłam wtedy młoda, nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, co to może być i jakie może nieść za sobą konsekwencje. Wcześniej unikałam wizyty u ginekologa, bo uważałam, że przecież jestem młoda i nic się nie dzieje i zapewne nie ma potrzeby. Wstydziłam się wizyty i odwlekałam to jak tylko się da. Za namową Marcina poszłam do lekarza, który podczas wywiadu i ręcznego badania stwierdził, że to prawdopodobnie gruczolakowłókniak, czyli guz niezłośliwy, a w zasadzie nazywajmy rzeczy po imieniu nowotwór niezłośliwy.

Lekarz podszedł do tematu bardzo profesjonalnie i skierował mnie na badanie USG i biopsję. Badania również potwierdziły, że jest to gruczolakowłókniak, więc ufff odetchnęłam z ulgą i szczerze mówiąc olałam temat. Minęły dwa lata, ja znów unikałam wizyty jak tylko mogłam, a guzek żył sobie razem ze mną. 

Pobolewał, lekko urósł. Zaczęłam czytać coraz więcej na temat mojego guzka, okazało się, że pozostawiony w mojej piersi, może uwaga ROSNĄĆ do rozmiarów takich jak pierś, może pojawiać się ich zdecydowanie więcej, może stanowić problem w ciąży lub uwaga może się ZEZŁOŚLIWIĆ. Owszem w małym stopniu jest to realne, ale jednak JEST. Spanikowałam i umówiłam się na prywatne USG. 

I tutaj uwaga.. Lekarz mnie cholernie nastraszył, stwierdził, że kształt mojego guzka jest bardzo niepokojący i mam biec na biopsję i jak najszybciej go wyciąć. Wyszłam z gabinetu cała zapłakana i cholernie na siebie zła, że nie zrobiłam z nim nic wcześniej. Czułam, że to wszystko moja wina, wina mojego zaniedbania. Płakałam i się trzęsłam, gdyby nie Marcin totalnie bym się rozsypała. Dzięki niemu wzięłam się w garść i umówiłam się na kolejną biopsję. Samo badanie i czas oczekiwania na wynik to dla mnie piekło, codzienny stres i jedna wielka niewiadoma. Owszem, w głowie miałam słowa mojego lekarza, że tego typu zmiany łagodne w małym stopniu ulegają zezłośliwieniu, ale trzeba mieć je pod kontrolą, a ja niestety... NIE MIAŁAM. Na szczęście wynik biopsji pokazał, że to nadal gruczolakowłókniak. Mimo wszystko mój chirurg stwierdził, że i tak musimy go wyciąć, bo to już najwyższy czas, a kształt mojego guza może sygnalizować, iż niebawem zacznie dziać się z nim coś niedobrego. Zbadano mi węzły chłonne i w ciągu tygodnia miałam umówiony zabieg.

Dziś jestem 3 dni po wycięciu. Nadal obolała i zmęczona, ale szczęśliwa. Szczęśliwa, że to już za mną, że się go pozbyłam. Spędziłam 3 dni w szpitalu, zabieg miałam wykonany pod narkozą, a obecnie mam 9 szwów. Guz został wysłany do kolejnego badania, aby definitywnie określić jego charakter. Jestem dobrej myśli, ponieważ dwie poprzednie biopsje pokazały jednogłośnie, że to gruczolakowłókniak. Nie powiem, boli mnie jak cholera, ponieważ guzek znajdował się w dolnej części piersi. Będę miała bliznę i to nie małą, ale nie ma to dla mnie znaczenia. Czuję się spokojniejsza i bardziej świadoma. Nigdy więcej nie popełnię takiego błędu. Nigdy więcej tak się nie zaniedbam. Po co Wam to piszę? Nie po to, abyście współczuli, nie po to, aby się użalać.. Piszę to, bo chciałabym, aby każda z Was dziś wieczorem przed kąpielą zbadała swoje piersi. Jeśli nie potrafisz, wybierz się do ginekologa, on zrobi to najlepiej, a co więcej nauczy Cię jak to robić. Powiedz o tym koleżance, siostrze. Zapytaj mamę, kiedy to robiła. Jeśli jesteś mężczyzną, zapytaj swoją kobietę. Może uda Ci się wygospodarować pół godziny i poczytać na temat profilaktyki raka piersi. Wiem, że lęk przed tym, że coś znajdziemy może nas paraliżować, ale uwierzcie.. CZAS ma ogromne znaczenie...

Trzymajcie się mocno, niech ten post trafi do jak największej grupy kobiet!
Buziaki, dbajcie o siebie :*




11 komentarzy:

  1. Ja chyba muszę się zgłosić do lekarz, bo niedawno w piersi poczułam coś twardego. Z takimi rzeczami nie ma żartów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie koniecznie do lekarza, nie ma na co czekac 😘

      Usuń
  2. bardzo mądry tekst, na własnym przykładzie pokazałaś, że warto dbać o siebie !!

    OdpowiedzUsuń
  3. jejku, bardzo Ci współczuję ;* ale dobrze, że masz to już za sobą ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że ani mnie ani nikogo więcej to nie spotka, buzka;*

      Usuń
  4. Ważne, że wszystko dobrze się skończyło. Życzę dużo zdrowia :)
    Zapraszam do mnie:
    BLOG

    INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak o tym trzeba pamietać :) Powiem tak najczesiej to i tak nasi męzczyźni to robią i to oni powinni nam mówic o jakis zmianach ewentualnie :D

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com/2017/08/flowers-denim.html

    OdpowiedzUsuń